Pierwszy weekend czerwca mogłem spędzić w pięknej okolicy Wzgórz Dylewskich. Jest to obszar fałd morenowych w okolicach Ostródy – ograniczony korytem Drwęcy od północy oraz jeziorem Dąbrowa Wielka od południa. Jego najwyższym szczytem jest Góra Dylewska o wysokości 312 m n.p.m. Jest to jednocześnie najwyższe wzniesienie północno-wschodniej Polski. Ta dwudniowa wyprawa była świetną okazją do przetestowania w warunkach terenowych nowego roweru (o czym później). Po całych wzgórzach wiodą dobrze oznaczone szlaki rowerowe i piesze – trzeba pochwalić Gminę Ostróda, za ich dobre przygotowanie i opis na stronie gminy. Szlaki wiodą mało uczęszczanymi lokalnymi drogami oraz leśnymi i polnymi ścieżkami zapewniającymi piękne widoki na lokalny krajobraz. Przy okazji wyprawy odwiedziłem znane jeszcze z dzieciństwa okolice jeziora Dąbrowa Wielka – a więc: Dąbrówno, Kalbornię oraz cypel, na którym znajduje się miejscowość Leszcz. Korzystając z bliskości odwiedziłem też pole Bitwy pod Grunwaldem.

E-Bike – od czasu mojej ostatniej wyprawy do Stanów (gdzie pierwszy dzień w zasadzie cały przejechałem na wypożyczonym elektryku) po głowie chodził mi rower elektryczny. Ostatnio – w związku z rozpoczętym sezonem wiosenno-letnim postanowiłem ten pomysł w końcu zrealizować. Wybór padł na polską markę Kross. Zdecydowałem się na rower klasy MTB/XC – choć większość tras pokonuję po mieście, to jednak uznałem, że dla takich wypadów, jak ten warto, zainwestować w konstrukcję nadającą się do jazdy bardziej off-roadowej. Muszę powiedzieć, że e-bike to dla mnie absolutnie nowa jakość. Oczywiście rozumiem głosy fundamentalistów, że e-bike to nie rower albo to rower dla staruszków, tym nie mniej moje zdanie na ten temat jest znacząco inne. Nie jestem wyczynowcem – dla mnie rower to narzędzie od podróżowania – łączące w sobie zalety samochodu (zasięg) oraz podróży na nogach z możliwością bezpośredniego obcowania z przyrodą. E-bike w swojej istocie zapewnia w tym zakresie ogromnie większe możliwości – wzniesienia, wiatr w twarz czy piaskowe bezdroża przestają być przeszkodą ograniczająca zasięg czy wymuszającą bardziej konserwatywne planowanie trasy. Jeżeli ktoś nie wie – e-bike nie będzie pedałował za ciebie, jedynie Ci w tym pomoże – dzięki temu 100-kilometrowa wyprawa zapewnia odpowiednio dużą dawkę wysiłku fizycznego a jednocześnie powoduje, że dojechanie do celu nie staje się „wyczynem” samym w sobie – można skupić się na trasie, zdjęciach i zwiedzaniu okolicy. Dla mnie to także możliwość w miarę „bezkarnego” wzięcia dość ciężkiego plecaka z całym sprzętem foto, wodą i jakimś prowiantem. Na Wzgórzach Dylewskich Kross sprawdził się fantastycznie – zrobiłem ponad 100km utrzymując średnią na poziomie 20-25 km/h pokonując jednocześnie prawie 1000m przewyższeń.

Jedna odpowiedź do “Rowerem przez Wzgórza Dylewskie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *