Wpis ten jest kontynuacją wpisu Wiaderko do pełna czyli ETTR i elektrony – tak więc zachęcam do choćby pobieżnego przeczytania zamieszczonych tam przemyśleń – bo będę się do niektórych elementów odwoływał.

Po napisaniu poprzedniego wpisu wziąłem się dość intensywnie do wprowadzania w życie umieszczonych tam przemyśleń. Podszedłem do tematu kompleksowo – to znaczy postanowiłem wdrażać ETTR z naciskiem na wypełnianie wiaderek we wszystkich możliwych sytuacjach. Nie powiem, żebym nie był zadowolony z rezultatów, ale po pewnym czasie na podstawie obserwacji parametrów oraz rezultatów zaczęły kręcić mi się po głowie kolejne myśli.

Warto zacząć od tego jak zacząłem wdrażać ETTR – oczywiście metodą najprostszą w wypadku bezlusterkowca – przy pomocy odpowiednio ustawionej „zebry” nauczyłem się idealnie kontrolować maksymalne wypełnienie matrycy praktycznie w każdych warunkach. Przy okazji robiłem to najcześciej w trybie preselekcji przesłony z włączonym auto-ISO. No i właśnie to zaczęło budzić moje wątpliwości – okazało się, że w wypadku scen dynamicznych, w których potrzebny jest konkretny czas naświetlania (odpowiednio krótki) wypełnienie matrycy „do pełna” wymagało podbicia ISO i to dość znacznego. Fakt ten po pewnym czasie wzbudził refleksję – przecież ISO wyższe do natywnego wcale nie powoduje wypełnienia wiaderek do końca – efekty maksymalnej ekspozycji uzyskuje się poprzez wzmocnienie sygnału a nie złapanie komórek matrycy. Czy to jest na pewno najlepszy sposób na ETTR – to znaczy, czy zdjęcie wykonane przy pomocy ETTR na wyższym ISO będzie lepsze od zdjęcia wykonanego na niższym ISO bez stosowania techniki ETTR? Nie da się ukryć, że analiza problemu zajęła mi sporo czasu i lektury źródeł (bo są to badania, które ciężko już zrobić samemu). Odpowiedź, niestety, nie jest ani prosta ani jednoznaczna…

Żeby jednak uporządkować temat – trzeba stwierdzić jeden bardzo podstawowy fakt, z którego oczywiście zdawałem sobie sprawę, ale chyba nie podkreśliłem go odpowiednio – zapełnienie komórek matrycy zależy wyłącznie od ekspozycji – czyli czasu naświetlania i jasności obiektywu (ustawionej przesłony). Nie zależy za to w żadnym stopniu od ustawionego ISO – to jest już element przetwarzania a nie zbierania światła. Dlatego też pierwszą naturalną myślą jaka się tutaj pojawia – użycie ETTR ma sens tylko w wypadku natywnego ISO matrycy – i oczywiście jest w tej myśli sporo prawdy, rzeczywiście tylko przy bazowym ISO będziemy w stanie wypełnić „wiaderka” do pełna. Jeżeli ISO bazowe to 100, to na przykład na ISO 800 będziemy w stanie wypełnić wiaderko tylko do 1/8 – każde większe wypełnienie spowoduje przekroczenie maksymalnej wartości sygnału po wzmacniaczu analogowym w matrycy.

Załóżmy teraz, że ETTR wymaga zastosowania korekcji +2EV – czyli o tyle trzeba skorygować realną ekspozycję aby wypełnić komórki matrycy do pełna. Jednakże jeżeli taka korekcja wymaga użycia czasu naświetlania, który jest poniżej wymaganego minimum – musimy podnieść ISO (bo zapewne przesłony bardziej otworzyć już nie możemy). Załóżmy, że podbijamy ISO ze 100 do 400 (czyli o 2EV) – w takim wypadku ETTR wypełni nam matrycę do 1/4 (co po wzmocnieniu 4x da nam upragnioną „1”). Jeżeli nie zastosowali byśmy ETTR i pozostali na ISO 100 to …. również wypełnili byśmy komórki do 1/4. I właśnie tutaj pojawia się pytanie – który z obrazków będzie lepszy i czy w ogóle będzie lepszy? Odpowiedź nie jest prosta i bardzo zależy od „nowoczesności” matrycy. Dokładnie rzecz biorąc od stopnia niezależności od ISO (z ang. Isoless). Polecam jedno z moich podstawowych źródeł wiedzy – Photons to photos: Shadow improvement chart. Jest to wykres mówiący o tym o ile zwiększenie ISO powoduje poprawienie się „jakości” detalu w cieniach. Dla matryc isoless – krzywa jest w zasadzie płaska, co oznacza, że w zwiększanie ISO nie ma znaczenia, rozjaśniając obraz w późniejszej obróbce uzyskamy to samo. Jeżeli krzywa jest wyraźnie pochyła – co jest cechą większości starszych matryc – oznacza to, że musimy zwiększyć ISO aby uzyskać lepszą jakość w cieniach (jednocześnie oczywiście tracąc światła). Wiąże się to z dużym składnikiem szumu wprowadzanego po fazie wzmacniacza analogowego. I wracając do naszego ETTR – jeżeli nasza matryca jest bliska ISOless, czyli krzywa poprawy cieni nie przekracza 1-1,5EV (warto zwrócić uwagę na skalę wykresu – czasami krzywa wydająca się „pochyła” jest taka tylko ze względu na bardzo dużą skalę osi) w całej swojej rozpiętości – stosowanie zwiększenia ISO celem uzyskania efektu ETTR nie ma znaczenia, dokładnie to samo uzyskamy z ISO bazowego. Jeżeli jednak nasza matryca jest starsza technologicznie to zwiększanie ISO w celu uzyskania ETTR zdecydowanie się opłaca – szum wprowadzany po wzmacniaczu analogowym ma charakter jednostajny – co oznacza, że jeżeli zostanie dodany do sygnału wzmocnionego (poprzez większe ISO) to będzie miał mniejszy wpływ na efekt końcowy. W matrycach ISOless tak się nie dzieje, ponieważ esencją ich jest praktycznie zerowy szum występujący po fazie wzmocnienia. Kolejnym ważnym elementem w tych rozważaniach są matryce dual gain. Oznacza to tyle, że posiadają podwójne ISO bazowe. Tutaj polecam Photons to photos: Input referred read noise – jeżeli krzywa ma postać pochyłej, prostej linii raz „złamanej” oznacza to, że matryca posiada podwójne bazowe ISO (pierwsze na początku wykresu) i drugie w miejscu złamania. Każdy inny kształt wykresu  (czyli prosta łamana z płaskimi odcinkami, po prostu prosta pochyła czy krzywa) oznacza matrycę o pojedynczym bazowym ISO. W wypadku matryc od podwójnym ISO bazowym oczywiście technikę ETTR warto stosować z użyciem obu – to znaczy jeżeli się da to na niższym, jeżeli parametry tego wymagają to na wyższym.

Tak więc jak się okazuje, w wypadku mojego A6500 stosowanie ETTR w tak kategoryczny sposób jak to robiłem nie jest potrzebne – choć ze względu na matrycę dual gain – warto stosować oba bazowe ISO (100 i 400 w moim wypadku). Za to w wypadku aparatów nie wyposażonych w najnowsze matryce – stosowanie techniki ETTR nawet kosztem podwyższenia ISO jest uzasadnione z punktu widzenia jakości otrzymanego materiału w RAW.

Ostatnia uwaga dotyczy ETTR w sytuacjach dynamicznych. Tutaj wydaje mi się, że stosowanie tej techniki ma uzasadnienie tylko w wypadku aparatów wyposażonych w dobry EVF (czyli w zasadzie tylko bezlusterkowców), na którym możemy zobrazować stopień ekspozycji w sposób umożliwiający określenie maksymalnego naświetlenia matrycy. W wypadku lustrzanek jedynym sposobem na ETTR są zdjęcia próbne – co jak łatwo się domyśleć, w sytuacji dynamicznej może skończyć się katastrofą, choć zapewne dla mnie było by pewnego rodzaju wyzwaniem z punktu widzenia techniki wykonywania zdjęć. Z drugiej strony większość bezlusterkowców (w tym Sony, Fuji) posiada matryce ISOless, w których „ETTR na siłę” nie specjalnie jest uzasadniony.

Serwisy, z których czerpię choć część wiedzy:
http://photonstophotos.net – składnica wiedzy o technikaliach matryc, dostępne pomiary w zasadzie wszystkich modeli na rynku
http://blog.kasson.com – blog Jim’a Kassona – masa tekstów o przeróżnych technikaliach związanych z obrazowaniem

3 Odpowiedzi do “Wiaderka nie do końca do pełna”

Dodaj komentarz