Na zmianę systemu fotograficznego zdecydowałem się jakieś półtora roku temu. W zasadzie na ten temat wszystko już napisałem (zachęcam do linków pod wpisem) – jednakże dalej znajomi często pytają „jak to jest w porównaniu z lustrzanką”. Dlatego też postanowiłem popełnić niniejszy tekst – mam nadzieję, że z nieco szerszej perspektywy – choć zapewne nie uniknę odniesień do mojego sprzętu. Nie chciałbym również, żeby traktować ten tekst jako jakiś manifest w dyskusji lustrzanka vs bezlusterkowiec – raczej chciałem przedstawić nieco własnych refleksji (choć nie ukrywam, że chyba nic mnie tak nie złości jak zdanie „tylko lustrzanką można robić dobre zdjęcia”).

Czy jest łatwo?
To zależy… ale myślę, że podstawowa odpowiedź brzmi – nie. Czynników jest wiele, i zapewne przenosiny pomiędzy DSRL a MILC tego samego producenta są łatwiejsze niż zmiana pomiędzy różnymi producentami – szczególnie jeżeli wybierze się drogę taką jak ja – czyli użycie natywnych szkieł a nie zabawę w konwertery do posiadanej szklarni. Samo przyzwyczajenie się do tego, że zakres szkieł się zmienił, do każdego trzeba się trochę przyzwyczaić, poznać jego cechy i niespodzianki jakie potrafi sprawiać. Nie mówię już o samym przyzwyczajeni się do nowej puszki – a przede wszystkim innej filozofii sterowania i ustawień stosowanej przez każdego z producentów. W moim wypadku chyba właśnie odzwyczajenie się od tego co zawsze proponował mi Canon  i przyzwyczajenie się do sposobu obsługi proponowanego przez Sony zajęło mi najwięcej czasu, a śmiem twierdzić, że proces ten jeszcze się nie skończył. Oczywiście nie chodzi tylko o menu czy ustawienia ale przede wszystkim o filozofię działania samej automatyki, ustawień ekspozycji itp – rzecz, która na codzień wydaje się w sposób oczywisty prosta a jednak okazuje się, że wcale nie koniecznie. W wypadku kolejnych zmian puszki tego samego producenta w zasadzie na tem element w ogóle nie zwraca się uwagi – po prostu ma się to „we krwi”.

Uniwersalnie i lekko
Jeżeli miał bym wymieniać jakiś zasadniczy krok milowy i to co odczułem przy zmianie najbardziej to właśnie uniwersalność i lekkość rozwiązania. Choć nie wszystkie bezlusterkowce są zasadniczo mniejsze od niektórych lustrzanek to jednak trzeba sobie jasno powiedzieć, że cały system jest zdecydowanie bardziej kompaktowy. Co więcej, choć mój system obecnie objętościowo zajmuje już sporo miejsca, do w dalszym ciągu jestem w stanie wybrać z niego zestaw bardzo lekki i łatwo przenośny – na przykład spacerowo, wyprawowy. Dla mnie to jest zasadnicza zmiana – w wypadku lustrzanki nie miałem tej uniwersalności – choćby z tego powodu, że samo body z podstawowym spacerowym obiektywem zajmowało bardzo dużo miejsca i sporo ważyło. Teraz body ze stałką jestem w stanie schować w kieszeni niczym zwykłą „małpkę” zachowując przy tym pełną jakość i funkcjonalność aparatu. Oczywiście wyprawa na lotnisko wymaga wzięcia długiego i znacznie cięższego szkła i wcale to wszystko nie zmieści się już do kieszeni, ale to jest dalej ten sam aparat, który mogę mieć w tej kieszeni mieć przy innych okazjach. W moim wypadku trzeba też pamiętać, że zdecydowałem się na format APS-C, który przy krótszych obiektywach daje poważną przewagę w rozmiarze w stosunku do pełnej klatki.

Jakość?
Tutaj będę bardzo stanowczy. Nie ma żadnej różnicy w jakości materiału, który wychodzi z lustrzanki w stosunku do bezlusterkowca. Oczywiście jakość ta jest funkcją wielkości matrycy, tak więc należy oczekiwać że APS-C będzie zapewniać wyższy zakres dynamiczny niż matryce w formacie mikro-3/4 a jednocześnie nieco słabszą w porównaniu do matryc pełnoklatkowych. Oczywiście każdy z producentów stosuje swój własny proces obróbki danych z matrycy, co może wpływać lekko na jakość powstającego obrazka, jednakże w erze powszechnej obróbki formatu RAW ma to zdecydowanie marginalne znacznie. Jeżeli chodzi o ten aspekt to moim zdaniem nie ma o czym dyskutować, pod tym względem te światy niczym się nie różnią – oczywiście jeżeli weźmiemy pod lupę jednego producenta matryc, bo jak wiemy nie wszyscy nadążają za konkurencją (zawsze miałem to trochę za złe Canonowi że uporczywie próbuje robić własne matryce, które technologicznie odstają od reszty). Na element jakości zdecydowanie większy wpływ ma jakość szkła – jednakże tutaj w ofercie każdego z producentów znajdują się szkła dobre, średnie, słabe i bardzo dobre – jak to na tym Świecie bywa, wszystko jest tylko funkcją ceny.

Funkcjonalność
No właśnie – oczywiście na to pytanie najłatwiej odpowiedzieć „to zależy”. Pewnie dlatego, że tutaj kryje się najwięcej różnic, do których po prostu, trzeba się przyzwyczaić. Chyba największą jest użycie elektronicznego wizjera w MILC. Ja sam dopiero po pewnym czasie zauważyłem, że choć jakość oferowanych obecnie wizjerów zapewnia, że sam obraz praktycznie nie różni się od obrazu w wizjerze optycznym, to jednak ludzki wzrok a przede wszystkim przyzwyczajenia powodują, że trzeba trzeba przejść jednak pewną formę adaptacji. W moim wypadku największe znaczenie miało to przy zdjęciach spotterskich. Muszę przyznać, że dopiero w trakcie ostatniej wizyty A380 postanowiłem trochę zmienić podejście do sposobu korzystania z EVF’a i przyniosło to zdecydowanie pozytywny rezultat (w moim wypadku było to wyłączenie trybu podglądu ekspozycji oraz usunięcie praktycznie wszystkich zbędnych informacji – okazało się, że tego typu udogodnienia po prostu przeszkadzały mi w skupieniu się na odpowiednim utrzymaniu obiektu w kadrze). I o ile w wypadku pociągów praktycznie nie miało to żadnego wpływu na jakość zdjęć, to w wypadku spottingu – na początku ilość „zwalonych” zdjęć z MILC była stanowczo większa niż w wypadku DLSR. Jak już napisałem, dopiero zmiana podejścia (a tak na prawdę to po prostu maksymalne upodobnienie EVF’a do wizjera optycznego) spowodowały, ze praktycznie nie trafiło mi się poruszone lub nie trafione zdjęcie. Pozostałe różnice w porównaniu do użycia EVF’a zdecydowanie nazwał bym kosmetycznymi w takim stopniu, że nawet nie specjalnie warto poświęcać im miejsce. Jeżeli już miałbym coś wymieniać – to pewnie rozmiar, który w niektórych wypadkach potrafi nieco przeszkadzać. Stosunkowo łatwiej jest utrzymać stabilną ciężką lustrzankę niż lekkiego bezlusterkowca – co wymaga po prostu nieco więcej wprawy w choćby panningu. Tak więc, jeżeli ktoś planuje używać MILC do dynamicznych scen (sport, spotting itp) to warto zadbać o EVF najwyższej jakości z możliwością dostosowania jego funkcji oraz tego co wyświetla.
Z drugiej strony MILC oferują zdecydowanie więcej udogodnień przy filmowaniu lub bardziej zaawansowanych technikach zdjęć (slow-motion, time-lapse, śledzenie obiektów). Pewnie dlatego, że w body pozbawionym lustra i naturalnie używającym matrycy w sposób ciągły takie rzeczy zrobić jest po prostu łatwiej. Dla mnie obecnie najbardziej widocznym udogodnieniem jest śledzenie obiektów w trybie fotografowania – funkcjonalność, która choć w DSLR powoli się pojawia to jednak w dalszym ciągu mocno odbiega implementacją od tej dostępnej w bezlusterkowcach. Jeżeli chodzi o świat wideo – nie ukrywam, że dopiero go odkrywam i od dłuższego czasu przymierzam się do napisania jakiegoś materiału na ten temat.

Po mojemu
Jeżeli mam być szczery – wydaje mi się, że era lustrzanek w segmencie amatorskim oraz tak zwanym „prosumer” powoli dobiega końca. Bezlusterkowce będą pchały się w ten świat coraz mocniej – o czym choćby świadczy zachowanie Canona i Nikona, które jeszcze dwa czy trzy lata temu produkowały materiały marketingowe pokazujące jak bardzo jest to zły pomysł, a teraz sami wypluwają co chwilę kolejne modele bezlusterkowców (powiedzmy, że na razie z segmentu zdecydowanie amatorskiego).
Oczywiście jeżeli chodzi o świat „pro” to jeszcze długo będą tam królować DSLR – myślę, że głównie z powodu tego jak głęboko ta technologia zakorzeniła się w głowach profesjonalistów, ale też znajdą się napewno dziedziny w których lustrzanka w dalszym ciągu jest lepszym wyborem. Nie bez znaczenia jest także w dalszym ciągu lepsza oferta szkieł (szczególnie długich) dostępnych dla DLSR w porównaniu z tym co oferuje świat MILC (i to może jeszcze potrwać, wszakże w świecie amatorskim czy prosumer zapotrzebowanie na bardzo długie szkła jest mocno znikome).

Co robić, jak żyć? 🙂
Wydaje mi się, że recepta jest prosta:
– Jeżeli kochasz swoją lustrzankę i uważasz, że to najlepsza rzecz jaka trafiła Ci się w życiu – najprawdopodobniej tak właśnie jest. Ciesz się dalej, Twój producent na pewno zadba abyś mógł ją wymienić na kolejną jeszcze lepszą.
– Jeżeli Twoje fotograficzne hobby głośno krzyczy, że 400mm to mało, nie przeszkadza lub nie będzie przeszkadzać Ci bieganie z ciężkim sprzętem na plecach – myśl o lustrzance. (Poza tym jeżeli kupisz MILC to pewnie będziesz walczył z pogardliwymi spojrzeniami kolegów 😉 )
– W każdym innym wypadku – pomyśl, czy idziesz na pewno najlepszą drogą.

Słownik
MILC – Mirrorless Interchangeable Lens Camera
DSLR – Digital Single Lens Reflex Camera

2 Odpowiedzi do “Oswoić bezlusterkowca”

Dodaj komentarz